|
Zdjęcia do teledysku - sprawozdanie fana zespołu :)
"Weź udział w nagraniu teledysku" - któż by nie chciał usłyszeć takiej propozycji? Usłyszałem ją od zespołu Analog i oto pierwszy dzień zdjęć za nami. Ciepły dzień pełen zabawy, radości, ale także skupienia i profesjonalnej pracy!
Analog poznałem przypadkiem, usłyszałem demo, chyba się zakochałem! Muzyka rzetelna, przemyślana, niosąca przekaz... Dawno nie słyszałem tak fajnie grającej kapeli. Dlatego nie wahałem się ani chwili, kiedy pojawiła się okazja poznania się z zespołem, ba, nawet wzięcia udziału w nagraniu teledysku do "Rabbits on the grass".
Pierwszy dzień zdjęć polegał na nakręceniu kilku ujęć na ulichach Warszawy. Zbiórka przed Rotundą, łatwo było namierzyć grupkę przyjaciół zespołu i pierwszych, ale jakże wiernych sympatyków. Potem szybko znaleźliśmy pierwsze miejsce... Kręcenie szło szybko i sprawnie, jakby tłum naprawdę przechodził tylko ulicą, a Monika jakby niezauważana, w zwiewnej, jakby firankowej sukience, usiłowała wbic się bezskutecznie w owy tłum... Ale my pozostaliśmy dla wokalistki nieosiągalni... Białe kwiaty w rękach... Trzeba było je zasadzić... To było celem sceny kręconej na przystanku tramwajowym Hoża, w której wziął udział, całkiem przypadkiem, nawet kontroler z delikwentem przyłapanym na jeździe bez biletu. Na nic zdały się prośby Moniki, aby kanar wypuścił chłopaka, cena była wysoka, a mianowicie namiętny pocałunek z winowajcą. Zabawne jednak... chłopak potrafił wykorzystać zamieszanie związane ze zdjęciami i uciekł po prostu, wywołując konsternację u kontrolera, a szczery śmiech w grupie analogowych wideoklipowców.
Następnie przenieśliśmy na jedną z bocznych uliczek, gdzie miały zostac dokręcone sceny z perłami... Monika wybiegała z klimatycznego podjazdu garażowego, a tłum chodził... Z tego ujęcia zostaną chyba tylko sylwetki i nogi, mające za zadanie przesłaniać w kadrze wokalistkę. Choreografia Moniki, dla znających utwór, nie była niespodzianką... Dało się łatwo zauważyć, gdzie zaśpiewa ostro wersy refrenu.
Nie obyło się oczywiście bez problemów z administracją państwową. Ekipa została bowiem przepędzona sprzed budynku ministerstwa, który byłby wdzięcznym miejscem do ostaniej części zdjęć. Na Policję, którą straszyli ochroniarze, nie byłoby jednak rady... Jedna z bram wjazdowych na podwórze przy ulicy Żurawiej godnie zastąpiła nasze ministerstwo. Tutaj było najwięcej pracy, a wszystko przez perły. Skupiona Monika zasiadła pod ścianą, tłum oczywiście chodził, a perły latały wszędzie. Czasami nie tak, jak trzeba (złośliwość rzeczy martwych), dlatego ujęcia trzeba było powtarzać wielokrotnie. Ale pod koniec nikt juz chyba nie mógł powiedzieć, że Gapo nie umie rzucać pereł :). Stał się wybitnym w tej materii specjalistą, odbijając je perfekcyjnie od ściany lub zrzucając kaskadami przed Moniką. Ktoś może zapytać... o co chodzi z perłami?
Ha... Aby się dowiedzieć, trzeba przyjść we wtorek na drugi dzień zdjęć do fortu, albo po prostu wkrótce obejrzeć teledysk :).
Tak, w wielkim skrócie, przebiegł pierwszy dzień zdjęć do teledysku "Rabbits on the grass". Teraz, kiedy słucham tej piosenki, przed oczami mam twarz Moniki przytuloną do ściany, no i perły spadające przed nią i toczące się po bruku... Tak, to wszystko jest przemyślane i ma sens, a sam teledysk jest tak samo symboliczny, jak cała piosenka.
To był niesamowity dzień. Poznałem grupkę super ludzi, grających muzykę, która jest mi bliska stylowo od wielu lat, a także słuchających tej muzyki. Mam nadzieję, że drugi dzień zdjęć w forcie okaże się równie ekscytującym przeżyciem i wiem, że tajemnica pereł na pewno mnie nie rozczaruje :).
I ciągle nie opuszcza mnie jedna myśl. To będzie super klip do super piosenki super odjazdowego zespołu!
Łukasz
|